Dzień 1, Powrót do obozu


Niestety w obozie czekał na nas komitet powitalny w postaci bandy dzikusów. Od razu można było poznać ich przywódcę: najwyższy, najgorszy wyraz twarzy, najlepszy strój… no i aby pozbyć się reszty wątpliwości kto tu rządzi trzymający Heodana, właściciela karawany za włosy z nożem przy gardle. Chce żebyśmy rzucili broń, inaczej zakładnik zginie. Spojrzałem wymownie po kolei na wszystkie trupy byłych uczestników karawany. Wiecie, ostatnimi czasy ludzie żądają ode mnie rzeczy, które nawet nie kłócą się z zdrowym rozsądkiem, tylko chwytają go za łeb i walą z pasją o ścianę – „Zjedz budyń, nic ci nie będzie”, „Wyskocz do lasu nocą po jagódki, wszystko będzie w porządku” „Rzuć broń. Nic a nic wam nie zrobimy”. Zaśmiałem się hersztowi bandy w twarz i powiedziałem, że jak bardzo chce to może sobie go zabić. To go zbiło z tropu i dało nam szansę na szybki atak. Zarżnęliśmy wszystkich. Heodan wyszedł z walki z życiem, chociaż mocno potłuczony.

Nie dane nam było odpocząć. Jeszcze krew dobrze nie ściekła z broni, a zerwał się porywisty wiatr. Nie był to zwykły wiatr, ten miał wszystko co każdy szanujący się wiatr mieć powinien – przelatujące pasy niebieskawej magii, złociste obłoki i siłę wyrywającą kamienie z korzeniami (lokalna atrakcja). Trzeba było wiać. Z przewodniczką, Calisca miała na imię tak przy okazji, wialiśmy bardzo sprawnie w kierunku niedalekiej jaskini. Heodan z drugiej strony się ociągał i spotkał go pech każdego prokrastynatora – dorwał go nie do końca martwy bandyta z nożem. Niestety byliśmy w sporej odległości od siebie, ale w przypływie bratniej miłości postanowiłem pomóc nieszczęśnikowi. W jaki sposób?  A co jest czerwone i szkodzi na zęby? - W tej okolicy kamień! Dobrze wymierzony kamień potrafi dorównać skutecznościom najpotężniejszym czarom, jak pisał wielki znawca tematu. Heodan był wolny, a my w ostatniej chwili wbiegliśmy do jaskini, której wejście zawaliło się z łoskotem za nami.  


I się zaczęło: „Słuchajcie, a może odpoczniemy”, „Hej ja dalej nie mogę, posiedźmy chwilę”. No chwila! Depcze nam po piętach banda lokalnych oszołomów a ten mięczak chce odpoczywać, bo jest trochę poobijany i ma przeciek w okolicy żołądka. Pff zgadnijcie kto miał problem z żołądkiem i już o nim zapomniał w ogniu walki? Facet zaczyna mi grać na nerwach. Ku mojemu zdziwieniu, Calisca zbeształa go z błotem za ten wspaniały pomysł nim zdążyłem się odezwać. Stanąłem tylko obok niej, założyłem ręce i zacząłem potakiwać. Ruszyliśmy w dalszą drogę.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz